środa, 12 października 2016

O TYM I O OWYM

Mordowałam się ponad godzinę, zanim zdołałam otworzyć "nowy post", który wreszcie się ukazał i mogłam skorzystać ze swego bloga. Ale tak stale nie ma. Albo jeden blog się otwiera, albo drugi lub wcale. Odkąd przeniosłam, po likwidacji portalu na interii,  swoje blogi tu - mam wieczne komplikacje.
Notkę, która jest wstawiona poniżej,  musiałam kopiować z poprzedniego bloga i przenosić, bo  większość czyta ten, a nie inny, a w ogóle to jestem wściekła,  że tak się dzieje.
  Jeżeli ktoś zechce podyskutować na poruszony w poprzedniej notce temat - proszę to robić w komentarzach na tym blogu, bo tam nie ma wejścia.
  Tak mi przykro, kiedy mało kto chce ze mną dyskutować, a ja, mimo wieku, mam umysł otwarty i jestem skłonna do rozmów na każdy temat. Nie każda  też starość jest dementywna i mało  pojemna. Nieraz można dowiedzieć się czegoś interesującego z obydwu stron i poszerzyć horyzonty myślowe. 
Teraz nie można się dogadać na temat rozbieżnych  poglądów politycznych, bo zacietrzewienie, szczególnie jednej strony - jest 
zastraszające, pełne, nieuzasadnionej ,nienawiści, graniczącej z histerią.   Zdołałam  się o tym  przekonać, usiłując napomknąć o czymś w rozmowie z koleżankami - znajomymi, ba, przyjaciółkami z lat młodości. Furia, jaką przejawiły, spowodowała, że odsunęłam się od nich i przestałam utrzymywać kontakty. Nie umiem, nie chcę udawać przyjaźni , skoro się wypaliła i jeżeli nie umiemy ze sobą, spokojnie i rzeczowo rozmawiać. Zastrasza mnie brak argumentów na ich punkt widzenia, a raczej nie widzenia istotnej  rzeczywistości na scenie politycznej. Bo co to np. za "argument", kiedy powiadam,  że do niedawna, a nawet teraz mamy złe drogi, że są łatane wielokrotnie, że nie tak dawno nie było w ogóle autostrad , że drogi miejskie, wiejskie są w złym stanie, a na to - wielbicielka poprzedniej władzy powiada, że są FANTASTYCZNE,  bo jeździła nimi za granicę (prowadziła zespół pieśni i tańca i nadal jest  jego konsultantką) świetnymi drogami. A kiedy zwróciłam jej uwagę, że drogi ekspresowe , międzynarodowe doprowadzono w większości do poziomu europejskiego - to reszta ma jeszcze wiele do naprawy, by stać na podobnym poziomie - riposta była taka, że ja siedzę tam, gdzie siedzę i nie mam pojęcia , co się na zewnątrz dzieje. Odpowiedź poniżej pasa.
Zanim ona gdziekolwiek ruszyła w rejs - ja objeżdżałam mnóstwo dróg , a ona stale przebywała na jednym terenie - obozie studentów, z którymi prowadziła zajęcia.
Nie muszę mówić, że jeździłam też nie najgorszymi trasami . 
Chciałam jej , na dowód tego, że nie wie , co mówi - przedstawić  aktualną i poprzednią mapę drogową Polski, którą wyszukałam , by zobaczyła,  jakie , istotnie, one były i są, ale  czy można przekonać kogoś, kto nie chce być przekonywany i wie wszystko lepiej ?
Kilka takich i innych tematów , będących w zainteresowaniu naszych rozmów - kończyła się fiaskiem, bo mentalność tej osoby przekroczyła wszelkie dopuszczalne normy cierpliwości z mojej strony, a ona - wpadała w , nieopisaną, furię, nie mającą ani uzasadnienia, ani  odniesienia do jej wykształcenia , ani też wyobrażenia o swoim pochodzeniu,  by tak się zachowywać. 
  Ten wyrywek jest jedynie cząstką , z którą miałam nieprzyjemność zetknąć się w rozmowach z ongiś całkiem rozumnymi osobami, a radykalnie zmienionymi przez brak  umiejętności analizy bieżącej rzeczywistości, nie szukania źródeł prawdy i nie interesowania się poszerzaniem , aktualnie, swej wiedzy.
Przekonanie, że tylko człowiek poruszający się na zewnątrz - chociażby, pieszo po zakupy, czy, aż,  jeżdżąc za  granicę -  ma patent na wiedzę -jest głęboko niesprawiedliwe i niesłuszne.
  A torpedowanie wszelkich pozytywnych działań w obrębie kraju ze strony szerokiej opozycji - nie jest podłością i grą przeciw Polsce ? Jak ciernistą i trudną drogę mają obecnie rządzący do przezwyciężenia, by zmienić ją na lepsze ,  a tym samym nasz byt ! Lecą  na nich tylko inwektywy, drwiny, manifestacje (kogo ?!), nienawistne epitety, gorsze, niż na morderców narodu : hitleryzm i bolszewię. Kim oni są, kto ich finansuje i lansuje ?
Zarzucają im zawłaszczanie państwa. A oni - co robili ?  przecież to parodia. Obecni na piedestale robią to dla dobra nas wszystkich. Chcą przywrócić świetność Polski, należny im  szacunek na świecie i liczenie się z naszym zdaniem. Dotąd rządzili "intrenacjonałowie"-  popłuczyna komunizmu, powiązani z obcymi krajami poprzez podwójne obywatelstwa , mariaże z  obcokrajowcami : żonami, mężami, mającymi  wpływ na obecną politykę (patrz: byli ministrowie).
Trudno zliczyć, ile szkód pozostawili po swoich rządach. I trzeba je naprawić. A nam - im pomóc.


poniedziałek, 3 października 2016

O TEMPORA, O MORES !



wtorek, 27 września 2016

O TEMPORA , O MORES (O CZASY, O OBYCZAJE) CYCERON

   OPOWIEŚCI O AMANTACH ODŁOŻĘ NA PÓŹNIEJ, BO WPADŁA MI DO RĄK NOTATKA,  ONGIŚ PUBLIKOWANA NA KTÓRYMŚ Z MOICH BLOGÓW, A NA TYLE AKTUALNA W TREŚCI I W MYM UMYŚLE, IŻ POSTANOWIŁAM JĄ PRZYWOŁAĆ.
  NIE SĄDZĘ, BY KTOKOLWIEK ZAPAMIĘTYWAŁ, CO PISZĘ, WIĘC ZAMIERZAM JĄ POWTÓRZYĆ.
   
   POD  W/W OKRZYKIEM WIELKIEGO FILOZOFA, JA - JAKO ZNACZNIE MNIEJSZEJ RANGI MYŚLICIELKA ,  NIEMNIEJ NIE POZBAWIONA JESZCZE UMIEJĘTNOŚCI OBSERWACJI  I  WYCIĄGANIA Z TEJ PENETRACJI OTOCZENIA  - WNIOSKÓW - NAPISAŁAM I PODPISUJĘ SIĘ POD TĄ TREŚCIĄ, CO NASTĘPUJE:

ZAMIERZAM  W MOJEJ NOTCE PRZEKAZAĆ ZAISTNIAŁY UPADEK OBYCZAJÓW, SKONCENTROWANYCH TYLKO W NIKŁEJ CZĘŚCI WOKÓŁ  TEGO, CO SIĘ DZIEJE WSPÓŁCZEŚNIE - W EPOCE POWSZECHNEJ, OGÓLNEJ DEGRENGOLADY, TRACENIA TOŻSAMOŚCI I MORALNOŚCI SPOŁECZEŃSTW, A W TYM, CO MNIE NAJBARDZIEJ BOLI - NASZEGO, POLSKIEGO NARODU.
   ZGROMADZIŁO SIĘ WE MNIE TYLEŻ BUNTU, CO ŻALU, POCZUCIA BEZRADNOŚCI , WIDZĄC , CO SIĘ NA NASZYCH OCZACH   DZIEJE,  CHOĆ NA CHWILĘ, ŻE MUSZĘ TEN  ZBIÓR UCZUĆ UJAWNIĆ I ROZŁADOWAĆ, ZDAJĄC SOBIE SPRAWĘ Z NIEMOŻNOŚCI ODWRÓCENIA RZECZYWISTOŚCI, BEZ ZAANGAŻOWANIA SIĘ SZEROKIEGO GRONA LUDZI DOBREJ WOLI.  SKĄD JEDNAK ZMOBILIZOWAĆ I ODNALEŹĆ TO GRONO I CZY ONO ISTNIEJE ?  MAM NADZIEJĘ,ŻE TAK. SZCZEGÓLNIE PO ZMIANIE WŁADZY. WIDZĘ W NIEJ POZYTYWNY POTENCJAŁ, MAJĄCY CHĘĆ DZIAŁANIA DLA NASZEGO DOBRA -   KRAJU I LUDZI.

    JEDNYM Z NASZYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH JEST ZANIKAJĄCY BRAK WZAJEMNEGO SZACUNKU. DZIECI NIE SZANUJĄ RODZICÓW, A RODZICE PRAWIE NIE MAJĄ WPŁYWU NA ICH ZACHOWANIA. NIE POTRAFIĄ LUB NIE UMIEJĄ WPOIĆ POTOMSTWU WARTOŚCI ETYCZNYCH, MORALNYCH, A NADE WSZYSTKO EGZEKWOWAĆ JE, STOSUJĄC SIĘ DO ICH POZYTYWNYCH KANONÓW.
EFEKTEM - POTOMSTWO NIE POTRAFI , NIE CHCE SZUKAĆ PRAWD, NIEZAFAŁSZOWANYCH INFORMACJI, NIE ODRÓŻNIA CZĘSTO DOBRA OD ZŁA. W LUDZIACH, SPOŁECZEŃSTWIE, POLITYCE.
    MĘŻOWIE NIE SZANUJĄ ŻON, MĘŻCZYŹNI  - KOBIET, KOBIETY - MĘŻÓW, CHOĆ
PODPORZĄDKOWUJĄ SIĘ IM Z RÓŻNYCH WZGLĘDÓW, A TO: W OBAWIE PRZED ODRZUCENIEM, SAMOTNOŚCIĄ, BRAKIEM ZABEZPIECZENIA MATERIALNEGO, ALBO... POZBAWIONYCH MĘŻCZYZNY.  BO KOBIETA SAMOTNA BYWA ZMARGINALIZOWANA, NIE TEN "SORT", NIE TA RANGA, CO "PRZY MĘŻU".
SAMA NATOMIAST PRZEKONAŁAM SIĘ, ŻE DOSKONALE SOBIE Z NIĄ RADZĘ I JEST MI Z NIĄ DOBRZE. STAŁAM SIĘ O WIELE BARDZIEJ SAMODZIELNA I WOLNA. BEZ TAK ZWANYCH - ZOBOWIĄZAŃ.  I  NIE SZUKAŁAM, PO ROZWODZIE, ŻADNEGO MĘŻCZYZNY "NA STAŁE" - NIBY ... NA WIEKI, JAK SOBIE ŚLUBUJĄ MAŁŻONKOWIE, PO CZYM , MAŁO KTO, DOCHOWUJE TEJ PRZYSIĘGI.
   PENETRUJĄC TEMAT  BRAKU SZACUNKU  : UCZNIOWIE  RZADKO MAJĄ RESPEKT WOBEC NAUCZYCIELI, A MŁODZIEŻ W STOSUNKU DO STARSZYCH WIEKIEM LUDZI.
PRZEWODNIĄ ICH IDEĄ JEST ZDOBYWANIE JAK NAJWIĘCEJ DÓBR MATERIALNYCH, W SZCZEGÓLNOŚCI  PIENIĘDZY.  KONSUMPCYJNE PODEJŚCIE DO ŻYCIA.
I , CHOĆ MA TO JAKIEŚ UZASADNIENIE, BO ŁATWIEJ SIĘ ŻYJE,  MAJĄC JE W ZANADRZU - TO NIE POWINNO BYĆ JEDYNYM KRYTERIUM  , DO JAKIEGO MA DĄŻYĆ CZŁOWIEK  I CO POZWALA ZDOBYĆ WYMARZONE ELDORADO - SZCZĘŚCIE NA ZIEMI.   MONEY, MONEY   STAJE SIĘ BOGIEM, IDEE FIXE NIE TYLKO MŁODEJ GENERACJI, NIESTETY.
 NATOMIAST DĄŻENIE DO ZDOBYWANIA FORTUN - PROWADZI CZĘSTO DO PRZESTĘPSTW.    TRUDNOŚCI ,  BOWIEM ,  LEGALNEGO ICH UZYSKANIA    JEST DROGĄ WIELU WYRZECZEŃ,  CIĘŻKIEJ, WIELOLETNIEJ PRACY,  KTÓRE , WCALE NIE OZNACZAJĄ  DOJŚCIA  DO CELU.    ZATEM ROZPOCZYNAJ,Ą CHOCHOLI TANIEC - POZA PRAWEM,   PROWADZĄCY DONIKĄD LUB... ZA KRATKI. NA WIELE LAT. 

   MĄŻ NIE MA DLA BLISKICH  CZASU, JEST GOŚCIEM W DOMU, BO HARUJE OD RANA DO WIECZORA. ŻONA, JEŚLI NIE PRACUJE ZAWODOWO - CZUJE SIĘ SAMOTNA, ZANIEDBYWANA, WIĘC SZUKA I CZASEM ZNAJDUJE MIŁOŚĆ W RAMIONACH  KOCHANKA.  MĄŻ - ZNUDZONY ŻONĄ, KTÓRA OD ŚLUBU  ZMIENIŁA SIĘ NIE DO POZNANIA - SZUKA ZASTĘPCZEJ POCIESZYCIELKI. SĄ NA PĘCZKI. WIĘC NAWIĄZUJE ROMANS, KOŃCZĄCY SIĘ NIERZADKO ROZWODEM. 
KOBIETA ,  JEŚLI PRACUJE - WRACA ZMĘCZONA I NIE JEST W STANIE DAĆ Z SIEBIE TYLE, ILE UWAGI WYMAGA OD NIEJ MĄŻ, RODZINA, DZIECI.
DZIECI STAJĄ SIĘ CORAZ BARDZIEJ ROSZCZENIOWE, BY NIE ODBIEGAĆ  MAJĘTNOŚCIĄ, WYGLĄDEM OD ZAMOŻNIEJSZYCH. ZATRACAJĄ ISTNIENIE WYŻSZYCH WARTOŚCI,  NIE WIEDZĄC, ZAPEWNE, ŻE ISTNIEJĄ.
     RODZICE, NIE MOGĄCY LUB NIE CHCĄCY SPROSTAĆ ICH WYMAGANIOM  WYZWALAJĄ W NICH AGRESJĘ, WYMUSZAJĄC HARACZE NA SWOJE ZACHCIANKI, NA DOMIAR ZŁEGO  WULGARNIE ODNOSZĄC  SIĘ DO RODZICA I NIE SŁUCHAJĄC ANI POUCZEŃ, ANI RAD.
TWORZĄ SIĘ GRUPY  PRZESTĘPCZE, GANGI, W TYM - DILERZY NARKOTYKÓW,  ROZPROWADZAJĄCY TOWAR WŚRÓD MŁODZIEŻY, A NAWET DZIECI, ZATRUWAJĄC ICH ORGANIZMY , PROWADZĄCE NIERAZ DO ŚMIERCI.  MAKABRA.
  ORGANIZUJĄ SIĘ KIBOLE, CZĘSTO ZWYKLI BANDYCI, WANDALE, ŻYJĄCY Z RÓŻNYCH, NIELEGALNYCH PRZEKRĘTÓW.  BARDZO NIEBEZPIECZNY ELEMENT.

   KOLEŻEŃSTWO JEST TYLKO KOLEŻEŃSTWEM W GRUPACH JEDNOMYŚLNYCH, BO NIE UMIEJĄ, NIE CHCĄ ZE SOBĄ ROZMAWIAĆ, "OLEWAJĄ"  PRZEKONANIA INNYCH , SPRZECZNYCH  Z ICH POSTRZEGANIEM ŚWIATA, SPOSOBEM  BYCIA I ŻYCIA W REALU.  PRZEJMUJĄ  WZORCE OD DOROSŁYCH,   BĘDĄCYCH ICH IDOLAMI LUB  GODNYMI DO NAŚLADOWANIA OSOBAMI.

DEMORALIZACJA SIĘGA CORAZ WIĘKSZEGO GRONA MŁODYCH LUDZI. NASTOLATKOWIE CHLUBIĄ SIĘ ZALICZENIAMI SEKSUALNYMI, INNYMI  PREFERENCJAMI. DZIEWCZĘTA  JAWNIE OPOWIADAJĄ O  ZDOBYWANIU  PARTNERÓW NA JEDNĄ NOC LUB NIECO DŁUŻEJ.  CORAZ CZĘŚCIEJ NASTOLATKOWIE  POMIESZKUJĄ RAZEM , Z PRZYZWOLENIEM LUB NIE - RODZICÓW.   DZIEWCZĘ ZACHODZI W NIECHCIANĄ CIĄŻĘ, A WYCHOWANIE NOWORODKA PRZEJMUJE RODZIC LUB ODDAJĄ DO ADOPCJI.
ZATRACAJĄ TYM SAMYM  NAJSYMPATYCZNIEJSZY OKRES SWEGO ŻYCIA : DZIECIŃSTWO, MŁODOŚĆ, NIEWINNOŚĆ, ROMANTYZM I ZABAWY, WYBÓR  WŁAŚCIWEGO ROZWOJU INTELEKTUALNEGO, FIZYCZNEGO, CZYLI :  UPRAWIANIA SPORTÓW, TAŃCA, MUZYKI   itp.
DOJRZALI MAJĄ ZA NIC OBYCZAJE, NIE MAJĄ POJĘCIA CO OZNACZA SAVOIR- VIVRE - UMIEJĘTNOŚĆ REGULUJĄCA STOSUNKI MIĘDZYLUDZKIE, BY STOSUJĄC SIĘ DO NICH - NASZE WSPÓLNE BYTOWANIE BYŁO MNIEJ UCIĄŻLIWE  DLA DRUGICH, OBCUJĄCYCH Z NAMI,  ŁAGODZIŁO JE I STAWAŁO SIĘ ZNOŚNIEJSZE.
DEMOKRACJA  NIE MA POLEGAĆ NA EKSPONOWANIU CHAMSTWA,  BYLEJAKOŚCI.

   PRZEDSTAWIŁAM,  OCZYWIŚCIE, TYLKO TĘ MROCZNĄ CZĘŚĆ SPOŁECZEŃSTWA, ALE ONA  ZATRUWA TĘ LEPSZĄ, KTÓREJ , WSZAK NIE BRAKUJE. 
TĘ TWÓRCZĄ, MIŁĄ MŁODZIEŻ, MAJĄCĄ SWOJE IDEAŁY I DĄŻĄCĄ DO  KSZTAŁTOWANIA SWEJ WIEDZY, INTELEKTU.  TĘ NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ NARODU.
ZŁO MA WIĘKSZE PRZEBICIE OD DOBRA.  STĄD MOJE UWAGI I STRACH PRZED PRZYSZŁOŚCIĄ TEJ DOBREJ , KTÓRĄ MOŻE ZAWŁADNĄĆ GORSZA JEJ CZĘŚĆ.
   TAK SAMO JEST Z DOROSŁYMI.  TEJ  KULTURALNEJ , Z KINDERSZTUBĄ JEST CORAZ MNIEJ.  WYKSZTAŁCENIE NIE DAJE OBYCIA, TRZEBA JE  WYNIEŚĆ Z DOMU, ALBO CHCIEĆ JEJ SIĘ UCZYĆ. 
NIESTETY, CORAZ MNIEJ  MŁODZIEŻY WYNOSI DOBRE WYCHOWANIE Z DOMU (SAMI RODZICE MAJĄ BRAKI W TEJ DZIEDZINIE), SZKOŁY - PODOBNIE, NIE UCZĄ , NIE KŁADĄ NACISKU NA  OKAZYWANIE SOBIE , WZAJEMNIE, SZACUNKU,  CORAZ GORZEJ MÓWIĄ , PISZĄ   W JĘZYKU OJCZYSTYM,  KALECZĄC  JE NIEMIŁOSIERNIE, A NAUCZYCIELE, JAK BY ICH NIE BYŁO - NIE ZWRACAJĄ UWAGI NA POPRAWNĄ WYMOWĘ, POPRAWNE ZACHOWANIA. I TAK BŁĘDNE KOŁO SIĘ KRĘCI....
POPRAWIŁAM ,NIECO , POPRZEDNIĄ NOTKĘ, BO DOSZŁY NIEKTÓRE PRZEMYŚLENIA.

   PROSZĘ O DYSKUSJĘ NA PORUSZONY TEMAT.
  




  
        
  

czwartek, 22 września 2016

Oto, moja druga.. platoniczna miłość... Adam, siatkarz.

Podkochiwałam się w nim po przyjeździe do Wrocławia, odkąd  miałam styczność z WSWFem, gdzie  pracowała moja kuzynka i zarekomendowała mnie do zespołu tanecznego tejże uczelni. 
Zaczęłam uczęszczać na zajęcia  tańców ludowych, prowadzonych przez Tatianę P. i interesować się innymi dziedzinami sportu. Byłam sprawną dziewczyną i nie miałam problemów z jakąkolwiek dziedziną sportu, poza siłowymi.
Siatkówki, co prawda, nie uprawiałam, choć , towarzysko, grywałam w przypadkowych zespołach, ale interesowałam się nią na tyle, by uczęszczać na mecze - przede wszystkim kadry narodowej, mieszczącej się wówczas we Wrocławiu.
I tam ujrzałam młodzieńca - niezwykle interesującej postury, przy tym świetnego gracza i ... wpadłam po uszy, bujając się w nim dobrych kilka lat. 
Kuzynka zabierała mnie także na obozy letnie dla studentów i tam ćwiczyłam razem ze studentkami lekkoatletykę,  w tym : skok wzwyż, biegi krótkie, poprzestając na na nich, by zanadto się nie rozpraszać.
Adam adorował pewnej studentce, która wydawała mi się niegodna tak boskiego chłopaka, a ja - nie mając szans na jego uwagę (nie miał pojęcia o moim zadurzeniu) - bolałam nad tym skrycie. 
Kiedyś na  zorganizowanym przez  p. Cejzikową, przedwojenną trenerkę lekkoatletyczną kadry polskich dziewcząt  -meczu, miałam wystąpić w skoku wzwyż. Już ubrana w właściwy strój oczekiwałam swojej kolejki, kiedy, nagle, ujrzałam siedzącego na trybunie Adama z swoją sympatią i ogarnęła mnie taka panika, że nie było mowy o starcie, bo z tremy omal nie zemdlałam. Uprosiłam jedną z zaprzyjaźnionych studentek , by mi towarzyszyła i obie ukryłyśmy się w pobliskich krzakach, obserwując przebieg zawodów. Usłyszałam tylko moje nazwisko, przywołujące do skoku, krótkie oczekiwanie na moje pojawienie się i ... wywoływanie nazwiska następnej zawodniczki. Odetchnęłam z ulgą, po czym wróciłyśmy do miejsca zakwaterowania.
Przy każdym , przypadkowym, spotkaniu z nim - nogi mi miękły, tętno podskakiwało do maksymalnego pułapu , a potem cały dzień o nim rozmyślałam i marzyłam .
Występowaliśmy tu i ówdzie, ale jedynie na terenie kraju i w pewnym momencie dowiedzieliśmy się, że mamy zaproszenie do Chin na jakiś spęd zespołów tanecznych z całego świata. 
Niestety, nie byłam przewidziana do wyjazdu ze względu na to, iż nie byłam studentką, a taki wymóg istniał, bo skośnoocy ściśle przestrzegali reguł, ustanowionych przez Mao.
Tak więc się stało, że i kolega , który nie należał do pierwszego zespołu  i nie był dokooptowany na wyjazd zaproponował  wspólny wypad do eleganckiej restauracji, jaką był wrocławski Monopol.  I  tam mile gaworząc - ujrzałam... Adama , siedzącego ,nieopodal, przy stoliku, zajadającego jakieś ogromne porcje jadła. Zdziwiona takim apetytem, szczupłego  chłopaka, zwróciłam uwagę partnerowi na ten fakt, przy okazji  wyjawiając targające mną uczucie . Ten, natychmiast się poderwał, by podejść do mego lubego (znali się z uczelni) i coś mu przekazać, a ja usiłowałam, na próżno, go powstrzymać.
Nie zdołałam. Po krótkiej rozmowie - obaj podeszli do naszego stolika, a ja  - straciłam resztki zdolności  zdrowego , myślenia i coś głupio przebąkując , przywitałam się z mym idolem.
Potem zaprosił mnie do tańca i właśnie od tego momentu zaczynałam się odkochiwać. Ściskał mnie nadmiernie, wygadywał jakieś komplementy, a przecież  widzieliśmy się po raz pierwszy i nie mógł nagle zapałać taką sympatią, by  uwodzić i to tak nachalnie . Tylko napomknięcie o mojej sympatii przez Macieja, jak się zwał kolega, z który przybyłam do lokalu  spowodowało, widocznie, iż wyobraził sobie mnie jako łatwy łup, nie potrzebujący żadnych wstępnych niuansów.
 Ja, wówczas jeszcze niepoprawna romantyczka - od razu zraziłam się takim zachowaniem i czułam, jak miłość ulatuje , z każdą chwilą, coraz to szybciej.
  Zaproponował mi spotkanie, na które przystałam, chcąc poznać go na tyle, by utwierdzić się w przekonaniu o mojej pomyłce lub odkryć jakieś walory jego osobowości.
Pomyłka była ewidentna, bo  z miejsca zaczął  , nachalnie, mnie uwodzić , a ja , dziewczę niewinne -  zupełnie czego innego od niego oczekiwałam. I tak  pierzchły me wieloletnie uczucia.
Potem dowiedziałam się, iż onże żadnej babce nie przepuszczał. A że był urodziwy - łatwo przychodziły podboje. 
Ożenił się z koleżanką ze studiów, która zaliczyła jeszcze medycynę, została ginekologiem, ale rozeszli się, prawdopodobnie przez liczne romanse, jakich sobie nie szczędził.
Już jako starszy pan związał się też z wuefiaczką, notabene moją znajomą z zespołu - bardzo miłą dziewczyną i trwają , w symbiozie, do tej pory. Moje , platoniczne, miłości nie miały szans realizacji w realu.


 

 




poniedziałek, 19 września 2016

To jest moja pierwsza, platoniczna miłość z Wałbrzycha ... Zbyszek, przyboczny.

Nie mogę wejść na mój właściwy blog, bo administrator nie wiem, czy tendencyjnie, czy też przypadkowo nie podaje informacji, że wejście jest przez nowy post, czy też logowanie...I tak  - skaczę z jednego miejsca na drugie , a wiem,że na ten,  moi znajomi , nie mają namiaru.

Tydzień temu zmarł mój eksmąż - zmora mego życia, przez  którego zmarnowałam piękną kartę , jaką mogła by być spełniona miłość, ale on nie tylko schrzanił wszelki romantyzm, ale zniechęcił do kochania kogokolwiek z jego płci. Fatalny
człowiek, partner, kochanek ... Nie chce mi się go nawet wspominać. Pokrótce napisałam o nim w książce, wydanej w zeszłym roku pt. "Gabriela". Notabene z nakładu 100 egz. pozostało mi jeszcze ok. 30. Połowę podarowałam starym znajomym, część, obligatoryjnie, wydawca przekazał większym bibliotekom, a  reszta sprzedana. Ale nie o tym chciałam napisać.
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie córka Lusi, koleżanki z lat młodości, z którą wespół , zespół kochałyśmy się w tym pięknym okazanym na zdjęciu młodzieńcu.  Zmarła. Dopadł ją alzheimer i od lat nie miała kontaktu z otoczeniem, a pod koniec życia nie rozpoznawała nawet swoich córek. I oto - już nie ma jej wśród, coraz to ubywającej się liczby,  znajomych.
Obie należałyśmy do harcerstwa, A On - także - harcerz, przyboczny. Jednak , kiedy miało dojść do komunistycznej przysięgi - odmówiłam i wylano mnie z tej skądinąd pożytecznej organizacji.
 Rozpisywałam się o nim w pamiętniku, marzyłam o spotkaniach, które z rzadka organizowało się w domu , zabawiając się w listonosza, efektem czego były pocałunki - muśnięcia, przyprawiające o palpitacje  serca , niebywałą radość i wzruszenie. Żadna nie przyznawała się do targających nią uczuć, Kiedy wybierałyśmy się do harcówki na potańcówkę - On obtańcowywał raz mnie ,  raz ją i tylko liczba większej ilości zaproszeń w tany - obie  przyprawiały o zazdrość... Mama dorwała się do moich wynurzeń i wyśmiewała się z targających mnie uczuć. "Gabusze, on ma krzywe nogi, nie widziałasz ?" Tak, moja Muśka,  kalecząc całe życie język polski - podsumowała mą miłość, czego przez dłuższy czas nie mogłam jej darować.
Oh, piękne to były czasy. I choć bywało głodno, chłodno i brak ładniejszej garderoby doskwierał - nie dało się ich już powtórzyć. Było, minęło. On zmarł pierwszy, przed laty. 
Druga platoniczna miłość objawiła mi się, kiedy przeniosłam się do Wrocławia. Był (jeszcze żyje i , podobno, ładnie się zestarzał) to siatkarz, kadrowiec.  Piękny, zaiste, młodzian. 
Udało mi się też , w następnej notce, umieścić jego zdjęcie.

czwartek, 15 września 2016

RUSZYŁ BLOG

Wreszcie !Wydawało się,  że nie mam szans korzystania z tego laptopa, bo 3 miesiące po jego zakupie- wysiadł... Odesłałam , w ramach gwarancji,  do serwisu, gdzie przetrzymali 3 tygodnie i odesłali w takim stanie, że nie potrafiłam go uruchomić. 
Nie mogłam wejść do internetu i nie pomogło logowanie, ani godzinna konsultacja z przedstawicielką Orange'u, która, w końcu skapitulowała. 
Wezwałam na pomoc swego , niezawodnego w przychodzeniu mi z pomocą, informatyka i ten, momentalnie rozwiązał problem. Okazało się, że używany do wszystkich laptopów modem nie działa na ten, zakupiony, a trzeba  podłączyć go do modemu sprzed 10 laty ! Dobrze, że go nie wyrzuciłam i przechowywałam taki szmat czasu. Nie wiem skąd on się domyślił, ale konsultantka na to nie wpadła, że modem jest nieprzydatny akurat do nowego laptopa !  Rozmowa będzie mnie kosztowała 15 złotych, o czym mnie powiadomiła, przepraszając, że  nie zdołała rozwiązać mego problemu.
Żeby natomiast zadość uczynić ciągłości pecha, jaki mnie stale prześladuje - to wysiadł mi telewizor. Po prostu,  przestał się otwierać, a że żadne próby uruchomienia  nie dały rezultatu, zamówiłam fachmana , który ma przyjść jutro po południu.
Na razie jestem zadowolona, że choć zdołałam naprawić laptop i uwolnić się od notki o śmierci eksa.
Podobno przyjechał spadkobierca i go pochował. Niech mu ziemia lekką będzie.
To tyle na dzień dzisiejszy.


Spróbowałam, jak dołącza się tu zdjęcia. Natrafiłam tylko na kilka i otom - ja w wieku 40 lat.













niedziela, 28 sierpnia 2016

ŚMIERĆ TEGO, KTÓREGO, KRÓTKO, ZWAŁAM MAŁŻONKIEM

Musiałam wprowadzić nowe hasło, które kosztowało ... nie wiem ile ? Pierwszego nie zdołałam zapisać, bo długopis  przestał pisać i straciłam szansę na wejście na mój własny blog. Tym razem zapisałam i  mam nadzieję, że to wystarczy, bym nie miała problemów z prowadzeniem dalszych notek.

Otóż zmarł mój jedyny i ostatni ex-mąż - Adam.  Kilka dni temu. Samotnie.  Za tydzień ukończyłby  92 lata. Oczywiście, nie korzystał z usług medycznych, lecz sam  parał się paramedycyną, więc trudno stwierdzić, że gdyby korzystał - mógłby jeszcze co nieco pożyć, czy dlatego żył tak długo bo... sam sobie był lekarzem. 
Podobno nie mogli się z nim skontaktować, podobno umawiał się z kimś i nie przyszedł, podobno zaczęto wydzwaniać jeden znajomy do drugiego pytając, czy nie wie co z nim jest, podobno - przyszedł w końcu ten, który miał klucze od jego mieszkania, podobno nie mógł wejść , bo blokował klucz , pozostawiony od wewnątrz i już na pewno - wezwano policję i kiedy wyważono drzwi... leżał. Chyba od kilku dni, bo upał zrobił swoje...  
  Napisałam chyba wystarczająco plastycznie o tym, który spaskudził moje młode lata, który spowodował, iż miałam taki dystans do płci przeciwnej, iż już nikomu z mężczyzn  nigdy nie zawierzyłam i nie umiałam pokochać.
  Proszę wybaczyć  moją bezpośredniość  - spieprzył mi właściwie całe życie . 
   Niech mu ziemia lekką będzie. Sama niebawem stanę się popiołem, ale leżeć obok siebie  nie będziemy - oby  z dala od tego człowieka. Na pewno żałoby nosić nie zamierzam,
Sam, zapewne, też nie czuł się szczęśliwcem. Przez swój charakter. Nie umiał też nikogo uszczęśliwić. Stąd samotne istnienie do końca swych dni. Mógł założyć rodzinę. Nic nie stało na przeszkodzie, prócz jego egocentryzmu. 
Raz pokazałam jego fotografię w skasowanym blogu. Panie  piały z zachwytu nad jego męskością i aparycją. I to tylko tyle.  Nie wystarczy na dłuższe, wzajemne, bytowanie.
Spadek podobno, zapisał siostrzeńcowi - jedynemu krewnemu, którego posiadał.
 

sobota, 20 sierpnia 2016

W DOMU NAJLEPIEJ

    WSZYSTKO WRÓCIŁO DO NORMY. POWIEDZENIE, ŻE NAJLEPIEJ W DOMU - TO JEST PRAWDĄ. NIE MUSI BYĆ TO DOM RODZINNY, CHOĆ CHCIAŁOBY SIĘ, ALE JAKIŚ SWÓJ KĄT.  ZA  TAKI UWAŻAM MOJE OBECNE MIEJSCE ZAMIESZKANIA.
MAM WŁASNY POKÓJ, ŁADNIE WYPOSAŻONY I ODKĄD ZACZĘŁAM CHODZIĆ (CHYBA JAKOŚ OD MIESIĄCA), CO PRAWDA, JESZCZE PRZY POMOCY CHODZIKA, ALE TO, ŻE WYCHODZĘ NA ZEWNĄTRZ UWAŻAM ZA  NIEBYWAŁY MÓJ SUKCES,  ZRESZTĄ  WYPRACOWANY O POCIE CZOŁA  PRZEZ CO NAJMNIEJ PÓŁ ROKU. PODOBNIE REAGUJĄ NA POSTĘPY W CHODZENIU NASI  PRACOWNICY DPS-U.   KIEDY PIERWSZY RAZ UJRZELI MNIE  WYŁAŻĄCĄ Z POKOJU I ... DALEJ - ONIEMIELI.
RÓŻNIE JEST  Z SAMOPOCZUCIEM, ALE CODZIENNIE RANO, NIEZALEŻNIE OD TEGO, W JAKIM JESTEM STANIE- ODBYWAM MARSZRUTĘ DO PARCZKU, KTÓRY JEST PIĘKNY I JA GO UWIELBIAM.    ZARAZ PO ŚNIADANIU, ZBIERAM POKARM DLA GOŁĘBI I KOTKÓW (OSTATNIO GDZIEŚ SIĘ ZAWIERUSZYŁY) I PRZEMIESZCZAM SIĘ  NA ŁONO NATURY. NIKOGO W NIM  NIE MA, PRÓCZ MNIE I ALI - GOSPODARCZEJ, ZAJMUJĄCEJ SIĘ Z WIELKIM ODDANIEM I ZNAJOMOŚCIĄ RZECZY  CAŁYM TYM OGRODEM.  NIE MA, NIESTETY, POMAGIERÓW, WIĘC JEST WIELCE UTRUDZONA , ALE NIE ZAPRZESTAJE W PRACY NAD  UTRZYMANIEM I JESZCZE ROZBUDOWYWANIEM TEGOŻ PIĘKNA.  NIESTETY NIE WSZYSCY DOSTRZEGAJĄ JEJ ODDANIE TEMU ZAJĘCIU I EFEKTOM. 
OGLĄDAM OLIMPIADĘ, A JAKŻE. NAJBARDZIEJ ZAWIEDLI MNIE SIATKARZE, BO NIE POTRAFIĄ DOBRZE SERWOWAĆ I NA TYM MANKAMENCIE TRACĄ MASĘ PUNKTÓW.  ZAWIEDLI NAS I INNI, ALE  NA ICH MIEJSCE WYŁONIŁO SIĘ KILKORO BRĄZOWYCH MEDALISTÓW I NARYBEK - DOBRZE SIĘ ZAPOWIADAJĄCY, Z KTÓREGO BĘDZIEMY MIELI KIEDYŚ SPORĄ RADOCHĘ. 
MARTWIĘ SIĘ MOIMI  WIRTUALNYMI KUMPELKAMI, KTÓRE POLUBIŁAM, A TU - ZMARTWIENIE - DOTKNĘŁY ICH  CHOROBY. DZIELNIE Z NIMI WALCZĄ, ALE CIERPIĄ , A JA IM OGROMNIE WSPÓŁCZUJĘ, BO WIEM CO TO BÓL I BORYKANIE SIĘ Z PRZECIWNOŚCIAMI LOSU. BARDZO CHCĘ, BY Z TEGO BOJU WYSZŁY ZWYCIĘSKO I MOGŁY BYĆ SZCZĘŚLIWE. TAK BĘDZIE.
MARTWI MNIE TEŻ MENTALNOŚĆ MOICH BYŁYCH PRZYJACIÓŁEK, RACZEJ KOLEŻANEK - BO SĄ TAK ZACIETRZEWIONE W SWYCH POGLĄDACH, JAK DEWOTKI, KTÓRE  POTĘPIAJĄ ZA FANATYZM, A SAME WCALE IM NIE USTĘPUJĄ, JEŻELI NIE WYPRZEDZAJĄ W OKAZYWANIU NIENAWIŚCI I BRAKU TOLERANCJI.
   DZIŚ WYSIADŁ MI LAPTOP. CZARNY EKRAN I BRAK OTWARCIA. PRÓBOWAŁAM NA WSZELKIE SPOSOBY URUCHOMIĆ, ALE NIC Z TEGO.  NAPISAŁAM DO MEGO INFORMATYKA SMS, BY MU NIE PRZESZKADZAĆ W SOBOTĘ TELEFONEM,  ON BARDZO SZYBKO  ZAREAGOWAŁ I POTWIERDZIŁ PRZYBYCIE.
WYCIĄGNĘŁAM Z LAMUSA STARY LAPTOP, URUCHOMIŁAM , POZAŁATWIAŁAM KILKA SPRAW I WYMIENIŁAM NA TEN, USZKODZONY, NOWY, BY KIEDY INFORMATYK PRZYJDZIE NIE MUSIAŁ MONTOWAĆ TO I OWO. 
I NAGLE - PATRZĘ, A TU POJAWIA SIĘ NAPIS "LENOVO" , CZYLI NAZWA FIRMY I  LAPTOP ZACZYNA POWOLUTKU DZIAŁAĆ. OTWORZYŁ SIĘ DOPIERO PO  KILKUDZIESIĘCIU MINUTACH, ALE SIĘ OTWORZYŁ ! KIEDY NAPRAWIACZ ZJAWIŁ SIĘ  - DAŁAM MU DODATKOWE ZAJĘCIE, BY WDROŻYŁ KILKA POTRZEBNYCH MI DO DZIAŁANIA DANYCH.  NIE ZDOŁAŁ WYBRNĄĆ Z IMPASU I POZOSTAŁAM NA DAWNYCH  WARUNKACH, WCALE NIE ZADOWOLONA. NIE CHCIAŁ BRAĆ FORSĘ, ALE JA MU WETKNĘŁAM 20 ZŁ. ZA FATYGĘ.
MOJĄ KSIĄŻKĘ, KTÓRĄ DAŁAM DO SPRZEDAŻY KSIĘGARNI, NIEBAWEM ODBIERZE ANIA, PO POWROCIE Z URLOPU.  NIE SPRZEDAJE SIĘ. NIE WIEDZĄ , CO TRACĄ  - HA, HA , HA !

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

MÓJ, NIEUDANY, URLOP

Witam. Mój pobyt u M. został skrócony o 2  dni. Jeden miałam zamiar uszczknąć, bo pobyt nie był taki , jakiego mogłam się spodziewać. Nudy. Nie tylko dlatego,że dostęp do tv i internetu miałam ograniczony (nie chcę rozwijać tego tematu), ale i M. nie była zbyt skłonna do rozmów. Odbywały się raczej monologi, które zanadto nie docierały do moich uszu , ze względu na niedosłyszalność  niskich dźwięków, tudzież niewyraźne ich wypowiadanie. Kilka razy prosiłam o powtórzenie zdań, ale w końcu dałam spokój i w rezultacie nie wiedziałam , co też ona do mnie mówi.
I tak minęło 12 nieciekawych dni. Ze  spaniem, jak zwykle,  miałam trudności, choć leże było przetestowane przez byłych jej gości i  wielce chwalone (satysfakcja, bo to moja darowizna - już druga z tego typu mebli), ale dla mnie nie ma "wygodnych" , wszystkie , jednakowo,   powodują bóle krzyża ,  ledwo się położę i to jest zmora mego obecnego żywota.
Za to jedzonko chętnie spożywałam, bo było domowej, dobrej roboty, choć proste , niewyszukane,  za to wreszcie - smaczne. Ja występowałam w charakterze pomocy kuchennej.
Następnego dnia t.zn. w sobotę - umówiłam się z kierowcą na godz. 14 do powrotu na "łono"  DPS-u.
Prawdę mówiąc , bardzo mi się do niego spieszyło.
Tymczasem , w piątek , po obiedzie, poszłam do wyznaczonego mi pokoju, zamknęłam drzwi, z zamierzoną próbą zaśnięcia i nagle słyszę jakieś nawoływanie. Początkowo sądziłam, że M. gada, jak zwykle, do psa, czy kota, ale po chwili usłyszałam  moje imię. Pytam ją, czy mnie wołała, odpowiada, że tak. Że chcąc podnieść coś z podłogi, gwałtownie się przechyliła i... już nie mogła sie ruszyć. 
Endoproteza, którą jej "podarowano" przed ok.10 laty puściła utrzymującą się w niej kość i koleżanka została   kompletnie unieruchomiona. Szczęśliwym trafem w tym nieszczęściu była moja obecność. W innym przypadku kto wie, kiedy odkryto by jej sytuację i przyszedłby ktoś z pomocą.
Teraz mogłam podać jej telefon, którym zadzwoniła do syna , ten przywołał karetkę, karetka przyjechała i ja po raz pierwszy od lat - musiałam zejść, by otworzyć im drzwi wejściowe, a kiedy weszli i usłyszeli szczekanie psa (zupełnie nieszkodliwy, 15-letni kundel) kazali mi go zamknąć , inaczej wychodzą i nie będą udzielali pomocy. Nie pomogło zaklinanie, że psisko nikogo nigdy nie ugryzło. Musiałam go zamknąć , ale jakoś wylazł i, powtórnie go zamykałam. Niemal wszystkie polecenia M. o podaniu leków itd. spełniłam (prócz dokumentacji chorób) i omal sama nie padłam ze zmęczenia,  boć kondycja daleka od normalnej, ale i tak nieco lepsza, niż przed kilkoma miesiącami, skoro dawałam radę  z chodzeniem (po pokojach bez chodzika).
Zabrano ją i umieszczono w szpitalu, a ja umówiłam się z taksówkarzem na wcześniejszą godzinę powrotną. Uporządkowałam to i owo, a jej syn, który przyjechał w piątek wieczorem zabrał psa do siebie i pobrał wszystkie potrzebne rzeczy, nieodzowne w szpitalnych warunkach, by jej zawieżć.
Tego samego dnia próbowano wepchnąć kość, gdzie powinna tkwić (pod ogólną narkozą), ale okazało się,że próba była nieudana i że jutro, tzn, we wtorek, ponowią próbę, a jeśli znów się nie uda, poddadzą opercji.
Ot, i cała dramaturgia opisana, nie wiem jak, bo nie mm siły czytać tego, ani poprawiać czegokolwiek. Jest gorąco i ledwo zipię. Byłam , na krótko, dziś rano w parczku, ale musiałam szybko zrezygnować z wchłaniania powietrza, bo topiłam się (gdyby chociaż było ono efektywne, ale tylko pot ściekał mi po twarzy i tyle ), więc wróciłam do swoich pieleszy. Mówiąc prawdę  - polubiłam mój pokoik i chętnie w nim przebywam.
Do moich wirtualnych kumpelek zacznę pisać od jutra. Wszystkim duża buźka !

 

środa, 20 lipca 2016

OSTATNIE RELACJE SZPITALNE

NASTEPNĄ DELIKWENTKĄ BYŁA

BABCIA JĘCZYDUSZA
89-LETNIA STAROWINA. WYCHOWAŁA SZEŚCIORO DZIECI.
MĄŻ ZGINĄŁ TRAGICZNIE NIEDŁUGO PRZED JEJ PRZYJŚCIEM DO SZPITALA.
KUPILI NOWY PIEC GRZEWCZY I PRZY JEGO URUCHAMIANIU WYBUCHŁ I ROZNIÓSŁ DZIADKA... LEPIEJ NIE MÓWIĆ , JAK TO WYGLĄDAŁO.
NA SZCZĘŚCIE BABINA NIE ZDAWAŁA SOBIE Z TEGO SPRAWY, BO DEMENCJĘ MIAŁA MOCNO ZAAWANSOWANĄ. NATOMIAST NIE DAWAŁA NAM SPOKOJU SWOIM , NIEUSTANNYM, JĘCZENIEM.  NA DODATEK STALE, UPORCZYWIE, WYŁAZIŁA Z ŁÓŻKA , ZABEZPIECZONEGO DRABINKAMI.   BYŁYŚMY W STAŁYM POGOTOWIU, BY JĄ OD TEGO POWSTRZYMYWAĆ, BO BALANSOWAŁA DOŚĆ NIEBEZPIECZNIE NA SKRAJU MIĘDZY DRABINKĄ A PODŁOGĄ.
W REZULTACIE, BY DAĆ NAM ODETCHNĄĆ A JĘCZYDUSZĘ USTRZEC PRZED UPADKIEM - PIELĘGNIARKI PRZYWIĄZAŁY JĄ DO ŁÓŻKA. CO Z TEGO, SKORO UMIAŁA SIĘ Z KAŻDYCH PĘT SIĘ WYZWOLIĆ.
KIEDY PODCHODZIŁAM DO JEJ ŁÓŻKA JAK STĘKAŁA I PYTAŁAM, CZY JĄ COŚ BOLI ? ONA ODPOWIADAŁA, ŻE NIE, NIE BOLI. TO DLACZEGO JĘCZYSZ - PYTAM.
ONA NA TO: NIE WIEM. WYPROWADZAŁA NAS Z RÓWNOWAGI, A SZCZEGÓLNIE
TAK CIERPLIWĄ ŻYRAFĘ: JAK NIE PRZESTANIESZ JĘCZEĆ - DOSTANIESZ PO GŁOWIE. ALE JĘCZYDUSZA NADAL WYDOBYWAŁA Z GARDŁA SWOJE JĘKI I NIE MIAŁYŚMY SPOSOBY, BY JĄ UCISZYĆ.
PRZYCHODZIŁY  DO NIEJ ,CO KILKA DNI, DWIE JEJ CÓRKI, MIESZKAJĄCE W SOBÓTCE. NIE WIEM PO CO JĄ ODWIEDZAŁY, SKORO NIC PRZY NIEJ NIE ROBIŁY. PAZNOKCIE U NÓG NIE MIAŁA OBCINANYCH CHYBA OD LAT - BYŁY DŁUGIE, JAK SZPONY. NIEBAWEM JĄ ZABRAŁY DO DOMU, BO PRÓCZ ZANIKU PAMIĘCI BYŁA, JAK NA SWÓJ WIEK, W NIEZŁEJ FORMIE FIZYCZNEJ.


BABCIA PARALITYCZKA

62 LATA -NAJMŁODSZA Z TEGO PANOPTICUM STAROCI.
SPARALIŻOWANA OD CZTERECH MIESIĘCY PO TRZECIM WYLEWIE,  DO POŁOWY CIAŁA (PRAWA STRONA).
PRZYCHODZIŁ DO NIEJ CODZIENNIE JEJ DRUGI MĄŻ (PIERWSZY, PIJACZYNA-ZMARŁ).
PRZYCHODZIŁ  PRZED KAŻDYM POSIŁKIEM, KARMIŁ JĄ I ODCHODZIŁ, BY WRÓCIĆ DO NASTĘPNEGO KARMIENIA. MIESZKALI BLISKO SZPITALA.
FACET MOCNO SZURNIĘTY - O BYLE CO ROBIŁ KARCZEMNE AWANTURY . OKAZAŁO SIĘ, ŻE BYŁ PACJENTEM "WARIATKOWA".
KIEDY KTOŚ WYRAŻAŁ INNE ZDANIE OD NIEGO - WPADAŁ W FURIĘ . OPOWIADAŁ O SWOICH WYCZYNACH, KIEDY POBIŁ KILKU OPONENTÓW ZA ODMIENNE ZDANIA OD NIEGO. O MAŁY WŁOS I MNIE BY SIĘ OBERWAŁO, BO ŚMIAŁAM WTRĄCIĆ SIĘ DO DYSKUSJI, CZY ŻONĘ MA ZABRAĆ DO DOMU, CZY POZOSTAWIĆ W SZPITALU, BO MIELI DO WYBORU DWIE ALTERNATYWY. ON CHCIAŁ, BY POZOSTAŁA, MIMO ŻE BEZ PRZERWY NARZEKAŁ NA PERSONEL SZPITALNY, A ONA PARŁA DO DOMU. KIEDY WSPARŁAM JĄ, ŻE SKORO TAK BARDZO CHCIAŁABY BYĆ W DOMU , TO NIECH JEJ USTĄPI - ON WRZASNĄŁ NA MNIE, BYM ZAJĘŁA SIĘ SOBĄ, BO INACZEJ POKAŻE NA CO GO STAĆ.
NIE MIAŁAM ZAMIARU SPRAWDZAĆ DO CZEGO BYŁBY ZDOLNY , WIĘC PRZESTAŁAM Z NIM DYSKUTOWAĆ.
PARALITYCZKA NIE PISNĘŁA SŁOWEM , JAKIE BYŁY JEJ ŻYCZENIA, BO BAŁA SIĘ JEGO REAKCJI. 
PARALITYCZKA NIE OMIESZKAŁA TEŻ OPOWIEDZIEĆ CO NIECO O SOBIE.
Z DWÓCH JEJ CÓREK - ODWIEDZAŁA JĄ TYLKO JEDNA. ON - TATA TROJGA DZIECI, PRZECIWNYCH ICH MAŁŻEŃSTWU - MOCNO DAWAŁY SIĘ JEJ WE ZNAKI.
BEZ PARDONU EKSPLOATOWŁA PIELĘGNIARKI, CO RUSZ JE PRZYWOŁUJĄC PRZEZE MNIE, BO NIE SIĘGAŁA DZWONKA. NIE OMIESZKAŁA TAKŻE ZATRUDNIĆ MNIE DO POSŁUG: "PANI GABI, PROSZĘ PODAĆ MI PICIE, PROSZĘ SPOWOLNIĆ LUB PRZYSPIESZYĆ KROPLÓWKĘ, PANI  GABI TO, PANI GABI TAMTO - NIE BACZĄC IŻ SAMA LEDWO TRZYMAŁAM SIĘ NA NOGACH, A NAWET WTEDY, KIEDY BYŁAM PRZYKUTA DO ŁÓŻKA. W KOŃCU JEDNAK WYGRAŁA - MĄŻ ZABRAŁ JĄ DO DOMU.

OSTATNIĄ DELIKWENTKĄ BYŁA
BABACIA SĘP

78 LAT. PODOBNA BYŁA DO TEGO PTAKA, STĄD PRZEZWISKO. BEZDZIETNA WDOWA. NIE CHCIAŁA ZA SKARBY ŚWIATA POZOSTAWAĆ W SZPITALU.
TĘSKNIE WSPOMINAŁA MĘŻA I BARDZO BYŁO JEJ GO BRAK.  

SZCZĘŚCIEM NIE BYŁO WŚRÓD NAS ŻADNEJ INTELEKTUALISTKI. TAKIE, KTÓRE SPOTYKAŁAM W INNYCH SZPITALACH . PRETENSJONALNE, ZAROZUMIAŁE,A WG MNIE - GŁUPSZE OD TYCH PROSTYCH BABINEK, KTÓRE MYŚLAŁY SAMODZIELNIE I WYSNUWAŁY WŁAŚCIWSZE WNIOSKI OD "WYKSZTAŁCIÓWEK"
JESZCZE TYLKO NAPOMKNĘ O NEUROLOŻCE, KTÓRA PRZYSZŁA MNIE ZBADAĆ , W ZASTĘPSTWIE TEJ PROWADZĄCEJ. 
JEŻELI KTOŚ OGLĄDAŁ FILM "GREK ZORBA* - TO BYŁA WCIELENIEM BUBULINY - TEJ  BIEDULI, CHCĄCEJ ZA WSZELKĄ CENĘ SIĘ ODMŁODZIĆ, A BYŁA TAK STARA, ŻE  W REZULTACIE STAŁA SIĘ GROTESKOWA, ŚMIESZNA, ALE WIELCE SYMPATYCZNA.
PRZYSZŁA MOCNO PRZEZIĘBIONA, NA CO ZWRÓCIŁAM UWAGĘ, IŻ MOŻE NAS POZARAŻAĆ, CO PRZYJĘŁA WRĘCZ ENTUZJASTYCZNIE:"RZECZYWIŚCIE !"
PO KILKU OBSTUKIWANIACH KOLAN I MACHANIACH PALCEM PRZED MOIMI OCZAMI, ZAKOŃCZYŁA BADANIA  ,NIE WYDAJĄC DIAGNOZY I ODESZŁA PORUSZAJĄC "POWABNIE" BIODRAMI.  NIE PRZEJĘŁA SIĘ, ŻE TAK ZAINFEKOWANA MOŻE ZAGRAŻAĆ CHORYM. OBECNIE LEKARZE CZĘSTO ZAPOMINAJĄ O PRZYSIĘDZE HIPOKRATESA I W OGÓLE DO CZEGO ZOSTALI POWOŁANI.
 OT, I JEDNA Z PRZYGÓD, NIEKONIECZNIE MIŁYCH NIE TYLKO DLA NAS, ALE I CZYTELNICZEK - ZA NAMI.


NA DWA TYGODNIE OPUSZCZAM DOM OPIEKI , BY WYLĄDOWAĆ U MYCHY, DLA ZMIANY OTOCZENIA. BRAT - Z ALZHEIMEREM ZMARŁ, ZATEM NIE BĘDZIE NAS ABSORBOWAŁ, OMAL MYCHY NIE WYKOŃCZYŁ.   MOCNO JEDNAK PODUPADŁA NA ZDROWIU PO TAK DŁUGIEJ PIELĘGNACJI BARDZO NIEZDYSCYPLINOWANEGO I UCIĄŻLIWEGO CHOREGO.